Nic strasznego

…Samotność to taka straszna trwoga – pisał pewien człowiek.  I chyba tak ją dziś odbieramy. Trudno jest nam być sami ze sobą. Zagłuszamy więc swoje myśli telewizją, radiem, bezsensownym paplaniem. Nie możemy sobie poradzić z niskim poczuciem własnej wartości, więc oczekujemy akceptacji. Gdziekolwiek pojedziemy, cokolwiek fajnego zrobimy – obwieszczamy to światu i zbieramy lajki. Im ich więcej – tym lepsze mamy samopoczucie; nabieramy powietrza w piersi.

Cóż, trudna jest samotność i wymagająca. Lubię ją nawet i od lat oswajam. Czasem mi doskwiera bardziej i wtedy przychodzi smutek. Wtedy jednak pojawia się taki kwiatek jak dziś. Na wieczornej Eucharystii byłam jedyną wierną – czułam się wyjątkowo. To dla mnie dziś cała ta celebra związana z przyjściem Pana Jezusa i On sam we własnej Osobie! Cóż za szczęście. 🙂 Oczywiście trochę się tu puszę ale dlaczego nie… Tylko On kocha mnie taką jaka jestem i akceptuje mnie bez korekty. Jestem Jego ukochaną córką, na którą długo czekał i której nigdy nie opuści. Ma wobec mnie cudowny plan i nawet moja słaba natura nie jest w stanie tego zmienić. I tylko On towarzyszy mi w każdej sytuacji. Zatem mam powody do dumy. 🙂

A ludzie…. cóż, nie pozostawiają złudzeń. Lubią mnie wtedy, gdy im schlebiam; akceptują wtedy, gdy robię tak jak oni; są ze mną, gdy sama do nich przyjdę; itp…. Jeżeli więc jesteś człowiekiem, który chce pozostać wierny sobie (nawet jeśli płynie pod prąd), nie przymila się innym  i pozostaje szczery w swoich intencjach, to przygotuj się na samotność. I nie daj sobie wmówić, że jest straszna, bo tak naprawdę nigdy nie jesteś sam(a).

 

Reklamy
Opublikowano Moje | Dodaj komentarz

Dobry PR ale nie najważniejszy

Czasem coś w człowieku pęka; jakaś nitka, która trzyma nas na uwięzi lęków, wstydu, braku wiary w siebie… Może to nie jest jeszcze lina, która pozwoli nam wzlecieć w górę ale jedno z wielu włókien. Nie szkodzi, przecież kropla drąży skałę i każdy mały krok w dobrym kierunku to bonus od życia.

Jest zatem nadzieja!

Takie symptomy może powodować dzisiejsze słowo w Ewangelii. Święty Jan został stracony przez głupotę i małość drugiego człowieka. Historia może jakich wiele ale bardzo obrazowa i jakby z dzisiejszych czasów. Oto wielki władca (tu Herod), który cenił sobie czyny i słowa Jana – słuchał go podobno; w obliczu kompromitacji przed towarzystwem i w lęku przed żoną skazuje.  Za pośrednictwem kata ścina mu głowę. Ot, bo taki był kogoś kaprys. Życie konkretnego człowieka straciło swoją wartość bardzo szybko. Pozostał smutek biednego Heroda. Żal…

I nam jest nie raz smutno, bo zrobiliśmy coś nie w porządku, wbrew sobie, a może nawet skrzywdziliśmy drugą osobę. Pozostaje niesmak w ustach i wyrzuty sumienia (czasem). No ale przecież w grę wchodziła nasza reputacja, dobre imię, honor a może nawet nasz profil na facebooku… Okazuje się, że czasem trudno jest po prostu robić rzeczy i żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Publiczność dyktuje warunki – i to jest przerażające.

Dziś ogarnęło mnie przerażenie, potem zaczęłam działać i cienka nitka pękła.

Dobranoc

Opublikowano Moje | 3 Komentarze

Do zobaczenia w lepszym świecie David

8 stycznia tego roku światło słoneczne ujrzała jego płyta „Blackstar”; tego samego dnia obchodził też swoje 69 urodziny. Dwa dni później z samego rana, gdy wstawałam, żeby obudzić dzieci do szkoły nuciła mi się w głowie jego piosenka i zdziwiona byłam, że tak mało melodyjny utwór zapadł mi w pamięć. Myślałam o nim tamtego ranka, a chwilę później dotarła do nas wiadomość o jego śmierci. Prawda była taka, że od wielu miesięcy zmagał się z chorobą.

To wszystko zadziałało jak w świetnie zaplanowanym harmonogramie: 29. płyta, 69. urodziny, przesłanie w tekstach i na wideo oraz ostateczne zakończenie. Kto to wszystko zaplanował: on czy On? To w gruncie rzeczy nieistotne. Fakt jest taki, że go nie ma już tu.

Tamtego dnia było mi bardzo smutno i nadal czują w sercu żałobę. Ten nieprzeciętny artysta był obecny w moim życiu od kiedy sięgam pamięcią. Podobno w rok mego urodzenia odwiedził na jeden dzień Polskę – i to był niestety jedyny raz. Dziwił mnie, czasem przestraszał, fascynował, sprawiał, że tańczyłam, podobał mi się jako mężczyzna – my hero! Poprzez jego obecność obserwowałam i łatwiej przyswajałam to jak zmieniało się oblicze popkultury; był jej najlepszą wizytówką i kreacją.

Dziś czuję pustkę i tęsknotę. Mam wrażenie, że odeszła też jakaś cząstka mnie; zabrał ze sobą kawałek mojej młodości.

Nadzieją napawa mnie jedynie fakt, że być może spotkam go za jakiś czas w nieporównywalnie lepszych okolicznościach.

Opublikowano Moje | Dodaj komentarz

Jesień

Październik rozpieszcza kolorami, zapachami, smakami. Właśnie teraz kosztujemy owoców, które dało nam lato. Powietrze ma niepowtarzalny kolor i blask – jeszcze czuć letnie rozgrzanie, a światło i cienie po prostu szaleją. Cóż powiedzieć na deszcz złotych liści, który unosi delikatny wiatr. A co się dzieje wśród gałęzi drzew… Co za rwetes i zamieszanie wśród ptaków!

To wszystko jest cudowne ale i ulotne bardzo. Za chwilę drzewa zostaną nagie, wiatr się wzmocni, niebo zakryją chmury a słońce osłabnie. Potem nastanie cisza i długie wyczekiwanie. Nie lubimy listopadowych słot i chłodów – jednak jest w nich coś bardzo ważnego. To pozwala nam zatrzymać się w domu. Ciepłe kapcie i korzenna herbata pomaga w spotkaniu z tymi, których mamy obok siebie. Wykorzystajmy ten czas na bycie – po prostu. Cóż, że mało światła – szukajmy go w sobie i u Źródła.

Jesień jest magiczna i niedoceniona, daje nam więcej niż jesteśmy w stanie wziąć.

Opublikowano Moje | Dodaj komentarz

Krok drugi: Eureka

Siedzę sobie w piątkowy wieczór; jest nawet miło; maleńka śpi, chłopcy oglądają film ( zasłużyli po całym tygodniu ciężkiej uczniowskiej pracy). Czekam na męża, który ma lada chwila wrócić z podróży służbowej…. I nagle doznaję olśnienia z bezmiaru mojej dotychczasowej naiwności.

Czego ja się spodziewałam? Jak możemy widzieć brata w obcym człowieku, odmiennym kulturowo, często również wyznaniowo, skoro taką nienawiścią przesiąknięci jesteśmy wobec siebie nawzajem TU: na naszym zapyziałym podwórku. Zobaczmy na nasze relacje sąsiedzkie, na agresję kierowców na drogach, na duch egoizmu w jakim wychowujemy nasze dzieci, na wzajemny brak przebaczenia, na zachowanie elit politycznych, itp, itd….

W jakim ja świecie żyłam i czego się spodziewałam od naszego społeczeństwa?

Przyznaję, że ulżyło mi i z głową wolną od urojeń mogę czynić kolejne kroczki ku dobru.

Ps. Specjalne podziękowania dla biskupa Rysia 🙂

Opublikowano Moje | Dodaj komentarz

Krok pierwszy

Dzwonię do Fundacji zajmującej się pomocą uchodźcom – każą mi napisać maila (pewnie mają natłok ochotników…). Idę do proboszcza mojej parafii; pewnie po apelu Franciszka ucieszy się, że ktoś chce włączyć się w dzieło przyjęcia nowych parafian. Tu jednak niespodzianka: proboszcz boi się islamistów. Mhmm… To daje mi do myślenia; czy ten sprawdzian z naszego chrześcijaństwa zdamy?

Nie poddaję się jednak jeszcze; idę dalej drogą, którą kiedyś wybrałam.

Opublikowano Moje | Dodaj komentarz

Strach ma syryjskie oczy

Strach to najgorszy doradca. Przez lęk nie podejmujemy wyzwań, nie szukamy nowych rozwiązań, zostajemy przy starych schematach, nawet jeżeli dawno przestały przynosić dobre efekty. Co więcej, uczucie to generuje frustrację i agresję. Generalnie; mało z niego pożytku.
To, co widzę w ostatnich tygodniach – to narastająca fala tego uczucia wobec ludzi, którzy na granicy życia i śmierci podjęli ostatnią próbę ratowania siebie i bliskich. Rozumiem obawy, bo zawsze nieznane niesie ze sobą ryzyko, tym bardziej, że dotyczy to ogromnej masy ludzi, którzy są tak różni od nas.
Za nieszczęściem i realnym zagrożeniem życia, jak to zazwyczaj bywa podąża fala oszustów, cwaniaków chcących wykorzystać sytuację. Tak jest niestety zawsze i bez wątpienia potrzeba jest mądrych i roztropnych decyzji. Nie jesteśmy jednak zwolnieni z obowiązku pomocy uchodźcom.
Czy nie jesteśmy im tego winni jako część zachodniej cywilizacji, która swoimi działaniami na przestrzeni wielu lat doprowadziła do obecnej sytuacji? Czy nie jesteśmy zobowiązani do pomocy, my, którzy sami doświadczyliśmy wsparcia w latach emigracji naszych rodaków? Czy nie wymaga od nas tego nasze (podobno) chrześcijaństwo, które nawołuje nas do odwagi i jednoznacznych postaw wobec drugiego człowieka? Dlaczego tak kalkulujemy? Boimy się utracić swoje duszne ciepełko, które hodowaliśmy przez lata poprzedniego systemu. Wtedy granice były zamknięte, społeczeństwo hermetyczne i murem odgrodzone od świata. Chciałoby się rzec: komuno wróć?
Zastanawia mnie, dlaczego tyle głosów „przeciw” słyszę od ludzi, którzy chcą uchodzić za światłych (wręcz światowych), powołujących się na solidarnościowe korzenie i bardzo wysoką kulturę, niektórzy nawet ją tworzą. Dlaczego Ci ludzie utracili serca i idą jedynie za głosem rozumu, który analizuje, przewiduje i ulega lękowi. Gdyby posłuchali serca, otworzyli by też głowy i popatrzeli na świat trochę szerzej. Nasze podwórko jest morze fajne i dość bezpieczne ale czy naprawdę nie stać nas na postawę godną dojrzałego społeczeństwa?

Opublikowano Moje | Dodaj komentarz